Poczuć się jak Małysz

czyli jak to jest na mamuciej skoczni. 


     Dziś proponujemy Wam wycieczkę ze Szklarskiej Poręby do Harrachova . Pieszą wycieczkę, rzecz jasna, bo każdy głupi potrafi wsiąść do samochodu i podjechać kilkanaście kilometrów do miasta w którym, w gruncie rzeczy, poza skocznią ciekawego jest niewiele.

     Nasza wycieczka zaczyna się na ulicy Turystycznej, bo tam akurat mieliśmy nocleg ;), (który zresztą możemy polecić, domek nazywał się "Globetrotter" (sic!), pierwszy raz od dawna spałam w prywatnych pokojach - naprawdę fajna odmiana, szczególnie, że wiele razy za gorszy standard płaciłam dużo większe pieniądze.

     Wycieczkę mniej wytrwali mogą zacząć od wjechania wyciągiem na Szrenicę. My nie za bardzo widzimy sens w takich atrakcjach, ale jak ktoś woli oszczędzać nogi zamiast dudki to czemu nie. Jeśli wybieracie się w trasę z dziećmi to nawet wskazane, bo droga przed nami daleka. Koszt ok 30 zł. 
My natomiast ruszamy żółtym szlakiem w kierunku wodospadu Kamieńczyka. Wodospad jak wodospad, bardziej zainteresował mnie piękny bernardyn czy inny owczarek, z którym można było sobie zrobić zdjęcie. Nie za darmo rzecz jasna. Cóż za tę atrakcję też podziękowałam. Na Szrenicy przyjemne schronisko, podobnie jak na Hali Szrenickiej. Jeszcze ciekawszym pomysłem ale też niestety dłuższym jest wejście na Szrenicę żółtym, szlakiem od drugiej strony. Można wtedy zahaczyć o Śnieżne Kotły, ale maszerować trzeba naprawdę żwawo.
     Stamtąd czerwonym szlakiem szorujemy przez Trzy Świnki (skałki rzekomo w kształcie tych właśnie zwierzątek) w stronę Voseckiej Boudy. W którymś momencie trzeba skręcić w prawo i kawałek iść żółtym szlakiem. Czeskie szlaki nie są tak jednoznacznie oznaczone jak polskie, największy problem jest na granicach. Jakby nikt nie miał potrzeby by polskich turystów informować jak dojść do czeskich schronisk i odwrotnie :)



     Vosecka Bouda to chyba najlepsze schronisko w jakim do tej pory byłam. Przynajmniej pod względem jedzenia. Do wyboru jest wprawdzie tylko jedna zupa ale za to nie z proszku tylko świeżo ugotowana. Do tego pyszne czeskie piwo i domowe ciasta. A wśród nich najpyszniejsze drożdżówki z jagodami jakie ludzkie ręce mogły stworzyć ;) Dopiero wyjęte z pieca. Absolutna poezja!!!
Na czeskich szlakach jest spokojnie, ludzi jakby mniej za to wielu z nich towarzyszą psiaki. W schronisku siedzą grzecznie obok swoich właścicieli i odpoczywają po trudach wędrówki. No chyba, że im się znudzi i akurat próbują innych turystów zachęcić do zabawy z nimi.

     Najedzeni i szczęśliwi ruszamy w dalszą drogę. Przed nami jeszcze około 9 km. Szlakiem żółtym idziemy Krakonosova Snidane, tam można zrobić kolejny przyjemny przystanek, są ławeczki i stoły oraz mapa. Teraz szlakiem niebieskim, przez Harrachova cesta kierujemy się do Wodospadu Mumlavy. Tam już nie schronisko, raczej restauracja, gdzie ledwo nos wściubimy do środka, ładna góralka od razu nam coś wciska. Tzn. zachęca grzecznie acz stanowczo do zakupu. Piwo średnio smaczne. Jeszcze trochę i jesteśmy w Harrachovie. Szkocznię łatwo znaleść, idąc główną ulicą, przy której zresztą co parę kroków są mapki. Można wjechać wyciągiem na szczyt o który opiera się mamucia szkocznia, ale wtedy trzeba kawałek zejść na dół. Lepiej wdrapać się od razu schodami na górę. Wysiłek spory satysfakcja jeszcze większa. Można zobaczyć jaki widok mieli Małysz i inni z belki startowej. Powiem Wam - nie wiem jak można z tego skoczyć i nie narobić w gacie. No zabijcie mnie - nie wiem. Szczególnie że ten obiekt nie pachnie nowością... Delikatnie mówiąc.


     Skocznia otwarta, wstęp wolny, a chętnych niezbyt wiele. Większość nie dociera do rozbiegu.
Jedynym znanym mi sposobem na wydostanie się z tego miasta do Szklarskiej Poręby jest kolej izerska czyli jedno-wagonowy pociąg. Punktualny jak szwajcarski zegarek. Żeby na niego dotrzeć najlepiej spytać miejscowych. Nie martwcie się jeśli powiedzą Wam, że musicie iść około kilometra tymczasem po około dwóch kolejki ni cholery nie widać. Idźcie dalej, w końcu na nią dotrzecie. Przejazd za dwie osoby 3,8 zł. W okolicy jest pole golfowe i kilka jakaś gastronomia. Boże, jak miło wreszcie usiąść....

3 komentarze

zdecydowanie psy sa najwdzieczniejszym obiektem do fotografowania ;)

Reply

wydaje mi się, że psy to są najlepsze w każdej prawie dziedzinie :)

Reply

Ja kilka razy jadłem kwaśnicę w polskich schroniskach i bynajmniej nie była z "tytki "

Reply

Prześlij komentarz