Barcelona. Spacer śladami Cienia Wiatru.

Być może sugerując się poprzednim wpisem, sądzicie, że to już wszystko co chciałam Wam opowiedzieć o Barcelonie. Nic bardziej mylnego. Zabieram Was dzisiaj w jeszcze jeden spacer po tym mieście. Spacer śladami Cienia Wiatru.

Wiadomo, ze książki dzielą się na arcydzieła, kompletne chłam (tak jest, nie wszystkie książki warto czytać, choć wiem, że są ludzie, którzy tak twierdzą) i coś po środku. Nie będę Wam wciskać, że C. R. Zafon pisze arcydzieła, które zasługują na Nobla co najmniej, a swoim kunsztem literackim wznosi się pod niebiosa i swoich czytelników przy okazji również. Zafon pisze dobre książki, które warto przeczytać, które połyka się jednym tchem (tak, wiem, ze to jeszcze nie świadczy o wartości powieści, ale faktem jest, że ja połykam i już). Jego bohaterowie są tak przerażająco smutni i nieszczęśliwi, a przy tym dotykani najrozmaitszymi nieszczęściami, które trudno było by sobie wyobrazić, gdyby nie pomysłowość autora,co z kolei budzi pewien niepokój o jego zdrowie psychiczne, skoro potrafi wymyślić tyle przerażających historii i nie ma krzty litości dla swoich bohaterów. CI bohaterowie są niejednoznaczni. Nie są ani dobrzy ani źli. A właściwie są jednocześnie i dobrzy, i źli. Z tych stron sączy się pewien niepokój, jak przy wchodzeniu do opuszczonego, trochę przerażającego budynku. Wyłaniające się z mroku kształty wzbudzają coraz większy strach a jednocześnie ciekawość. Wiem, że ten mroczny klimat po jakimś czasie stanie się przewidywalny, podobnie jak styl pisania i poczucie humoru, ale rada jestem bardzo, że Cień Wiatru przeczytałam przed wyjazdem do Barcelony. Bo ta książka zakręciła mną zupełnie i sprawiła chyba, że na to magiczne miasto, spojrzałam zupełnie innymi oczami, szukając w mroku zakapturzonej postaci Juliana Caraxa i licząc, że błądząc gdzieś wąskimi zaułkami natrafimy przypadkiem na drewniane drzwi z odlaną z brązu kołatką w kształcie uśmiechniętego diabełka.I choć nic takiego się nie stało, dziś kiedy zamykam oczy i przypominam sobie Barcelonę, najpierw widzę właśnie te ciemne gotyckie uliczki i ich mroczny klimat a dopiero potem całą resztę.


Na początek Placa Reial (nie przejmujcie się moją głupią miną), na którym spotkać można zielone papużki, wysoskie palmy oraz neoklasycystyczne budynki. Za moją głupią miną fontanna trzech gracji, która jest dziełem Gaudiego, podobnie jak latarnie, wielce oryginalne, jak wszystko co stworzył. Mnóstwo tu uroczych kawiarenek. Pod łukami tych arkad Daniel pierwszy raz spotkał Fermina Romero a niedaleko mieścił się apartament i antykwariat Barceló, choć dla mnie ciekawsze był fakt, że autor chętnie spędzał czas na tym właśnie placu. Być może tu powstawały szkice powieści? :)


Pora poszukać czegoś bardziej tajemniczego? Może Cmentarz Zapomnianych Książek? Znajduje się on na końcu tej ulicy. Ale każdy musi znaleźć go sam.

Plac San Felipe Neri jest ukrytą za starymi rzymskimi murami drobną szczeliną w labiryncie ulic, pokrywających Dzielnicę Gotycką. Mury kościoła spryskane zostały w dniach wojny domowej ogniem karabinu maszynowego. Tego poranka grupa dzieciaków bawiła się w żołnierzy, za nic mając pamięć kamieni.
To ten właśnie kościół. Tutaj mieszkała Nuria Monfort, córka strażnika Cmentarza Zapomnianych Książek. Miejsce to jest dziwnie odcięte od turystycznego gwaru i  miejskiego szumu. Na środku fontanna i sporych rozmiarów drzewo. Jest tam jednocześnie spokojnie i mrocznie. Nic dziwnego, że tam właśnie osadził Zafon, zapomnianą przez wszystkich Nurię.
Poniżej mieszkanie Nurii.
 Kolejnym miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić, niezależnie zresztą od tego, czy jest się czytelnikiem Zafona czy nie, jest kultowa kawiarnia Els Quatro Gats.W tym miejscu miał bowiem swoją pierwszą wystawę sam Picasso, podobnie jak wielu innych młodych artystów, lokal ma zresztą bardzo fajny klimat takiej artystycznej bohemy. Jakby zamarł tu czas. Niezmienione meble, obrazy i zdjęcia. Coś jak nasza krakowska Jama Michalika. Jeśli chodzi o Cień Wiatru, tutaj właśnie Daniel odmówił antykwariuszowi Barceló sprzedaży ksiażki Caraxa i, o ile pamiętam, tutaj poznali sie rodzice głównego bohatera.




Czy pod taką latarnią Daniel zobaczył po raz pierwszy czarną zakapturzoną postać bez twarzy?

A tutaj Poczta Główna, w której znajdowała się tajemnicza skrytka o numerze dwa trzy dwa jeden , z której korespondencję odbierała jak sie okazało, Nuria Monfort. 

"Zaprowadziłam go na Barcelonetę i wyszliśmy na prawie bezludną plażę, fantasmagorię, koloru piasku, rozpływającą się w powietrzu. Usiedliśmy blisko brzegu, jak to robią dzieci i starcy. Julian uśmiechał się w milczeniu do własnych wspomnień." 

"- Czy to prawda, tato, że podczas wojny zabierano ludzi do zamku na Montjuic i tam znikali bez śladu?" 
Tutaj swoją złą sławę zyskał porucznik Fumero. Niestety takie historie to niestety nie fikcja. Za rządów Franco, miejsce to było czymś, co napawało grozą mieszkańców miasta.

Miejsce, które koniecznie chcę Wam pokazać to cmentarz na zboczach Montjiuc, na którym była pochowana matka Daniela Sempere. Można do niego podpłynąć od strony morza jak robił to bohater Cienia Wiatru. 
Przypomniały mi dni, kiedy z ojcem płynęliśmy wynajętą łodzią na koniec cypla. Stamtąd można było zobaczyć cmentarz na zboczu Montjuïc i bezkresne miasto umarłych.
 My znaleźliśmy to miejsce spacerując po Montjuic. Ale wierzcie mi, że nie miałam najmniejszej ochoty zapuszczać się bliżej. Są miejsca, w które nie wchodzi się ze swoimi buciorami. Przekonałam się o tym, kiedy na Krymie koniecznie chcieliśmy odszukać znajdujący się w głębi lasu stary,opuszczony, karaimski cmentarz. Znaleźliśmy go w końcu, ale wierzcie, że nigdy wcześniej nie czułam tak wyraźnie, że jestem gdzieś nieproszonym gościem. Cmetarz Montjiuc już z daleka sprawiał takie wrażenie. A może po prostu tchórz ze mnie? Sposób chowania zmarłych może wydać Wam się dziwny, ale co kraj to obyczaj. 




 Nie ukrywam, że miejscem, które najbardziej pobudzało moją wyobraźnię, i które zostawiłam Wam na koniec jest oczywiście rezydencja Aldayów przy Avinguda Tibidabo. Wprawdzie odmówiono nam, jak już wspominałam, możliwości przejażdżki Niebieskim Tramwajem, ale przy okazji spaceru mieliśmy więcej czasu na przyglądanie się mieszczącym się tam domostwom. W książce dom rodziny Aldayów miał numer 32. Autorowi ten adres jest dobrze znany, ze względu na to, że mieści się przy nim agencja reklamowa, w której kiedyś pracował. Niestety dom ten nie przypomina do końca tego z opowieści. 
"Numer 32, młody człowieku. Odwróciłem się i ujrzałem widmową sylwetkę domu Aldayów nacierającą na nas jak dziób mrocznego okrętu, ledwie dostrzegalnego we mgle. Tramwaj zatrzymał się gwałtownie. Wysiadłem, uciekając przed wzrokiem konduktora. Powodzenia - wymamrotał."
 Jest za to sporo innych przypominających go.




Może któreś z nich to Villa Penelope?


I to by było na tyle drogie dzieci. Przeczytajcie którąś z książek Zafona a potem jedźcie do Barcelony, poznać i stworzyć swoją historię. Bo to miejsce niepowtarzalne.


8 komentarze

No pięknie napisane. A ja żałuję, że nie miałem doczytanego Cienia Wiatru przed moim wyjazdem do Barcelony. A już brak fotki z Tibidabo 32 traktuję jako osobistą porażkę. Tymczasem pomyślę o jakimś tanim bilecie do Barcy tylko po to, żeby przejść śladami które pięknie opisałaś.

Reply

Bardzo ciekawie piszesz o swoich podróżach.Życze Ci wielu czytelników i pozdrawiam.

Reply

Bardzo fajna relacja. Fajnie było wrócić wspomnieniami do Barcelony :)

Reply
Anonimowy mod

Przeczytałam wszystkie książki Zafona ale cień wiatru to moja naj książka. No i dzieci z Bullerbyn :). Jak patrzę na te zdjęcia to płakać mi się chce, że na własne oczy jeszcze tego nie widziałam :). Ale zobaczę. Chyba wrócę dzisiaj do Cienia wiatru.

Reply

spędziłam cudowne lata w zeszłym roku w Barcelonie. Za miesiąc jadę na 4 dni i mam zamiar przejść się tym szlakiem właśnie dzięki temu co opisałaś:) A dzisiaj idę do łóżka z Zafonem;)

Reply

Zafon wkradł się do mnie niepostrzeżenie, bo po kolejnym zakończeniu roku X lat wstecz, dostałam w nagrodę za dobre stopnie bon do księgarni. Poszłam więc, a że nie miałam konkretnej książki na oku zdałam się na polecony mi Cień wiatru. Mogę z czystym sumieniem uznać, że to było odkrycie porównywalne do tego, którego dokonał młody Daniel na Cmentarzu Zapomnianych Książek.
Jest to od tamtego czasu moja ukochana książka, specyficzna jak wiadomo ale niesamowita. Pomimo, że każda z powieści Zafona z jego barcelońskiej trylogii jest znakomita, tak Cień wiatru poruszył i odkrywa we mnie za każdym razem co raz nowe odczucia.

Reply

u mnie również ta książka ma swoje stałe miejsce :)

Reply
Piablo@tlen.pl mod

Niestety wdarł się w całą błąd i to wg mnie duży, mieszkanie Nurii znajduję się bardziej po prawo i to nie ten budynek na zdjęciu.

Piablo@tlen.pl

Reply

Prześlij komentarz